• Dominika

Z Tirany do Budvy

Bus jest mały. Droga jest kręta. Kierowca jest Albańczykiem.

To się nie może dobrze skończyć.


Podróż z Tirany do Budvy trwa jakieś pięć godzin i jest koszmarem.


Najpierw jest dużo trąbienia, krzyków po albańsku i jeżdżenia slalomem między innymi samochodami (lokalne zwyczaje, nic wielkiego). Potem wsiada amerykańska grupa religijna, w liczbie ośmiu sztuk. Zaczynają mówić wszyscy naraz i cały czas łapią się nawzajem za ramiona i krzyczą do siebie: A-men! Dostaję od uśmiechniętej od ucha do ucha sąsiadki obrazek z drzewkiem na tle błękitnego nieba i informacją, że Bóg mnie kocha. To bardzo miło z jego strony, myślę, ale nie mam siły gadać z fanatyczką. Nakładam słuchawki, próbuję spać. Na próżno: nie idzie ich zagłuszyć.


Wysiadają w Podgoricy, z Bogiem w sercach i śpiewem na ustach. Cisza po ich zniknięciu aż dzwoni w uszach. Ostatni etap podróży mógłby być zatem bardzo przyjemny, ale niestety nie jest, bo zaczynają się góry, a razem z nimi serpentyny. Omal nie wypluwam żołądka. Za oknem widoki jak z National Geographic, ale nie jestem w stanie tego docenić, bo akurat jestem zajęta próbą utrzymania na miejscu własnych wnętrzności.


Wysiadam w Budvie sponiewierana i wykończona. Kierowca wyskakuje ze swojego fotela świeżutki jak skowronek i z galanterią podaje mi plecak. Ciekawa sprawa. On prowadził, a to ja ledwo żyję.


A teraz powiem wam coś bardzo dziwnego. Nie wiem, jak to się stało, ale udało mi się tu zabukować pokój z łazienką i aneksem kuchennym za łączną cenę 90 euro za tydzień. Słownie: dziewięćdziesiąt. Za tydzień. Nie wiem, czy Czarnogóra to jakaś super dobrze strzeżona tajemnica Europy, do której nikt nie przyjeżdża, bo nikt jej nie zauważa obok bardziej popularnej Chorwacji? Czy może tylko poza sezonem jest tak tanio? Jest taki żarcik, że Czarnogóra to najbardziej leniwy kraj na Bałkanach, który zaspał na niepodległość. I jak rozpadała się Jugosławia, to Czarnogórzanie nie załapali, co się dzieje i zorientowali się dopiero kilkanaście lat później. Dlatego ogłosili niepodległość dopiero w 2006 roku. I w związku z tym, moja teoria jest taka, że w momencie, kiedy powstała Czarnogóra, to wszyscy zainteresowani tą częścią Europy zdążyli już znaleźć swoje ulubione miejsce na Bałkanach i dlatego mało kto zwraca uwagę na ten mały, młody, śliczny kraj.



Już pierwszy spacer po Budvie przekonuje mnie, że przyjazd tu to był strzał w dziesiątkę. Urokliwe plaże nad lazurowymi wodami Adriatyku. Starówka jak z bajki, oddzielona od reszty miasta średniowiecznymi murami. Atmosfera leniwie-wakacyjna. Słońca kupa. Piasek, fale, kamienie i różowe zachody słońca.


I tu właśnie zastaje mnie ogólnoświatowy paraliż spowodowany koronawirusem. Nie zamierzam narzekać, można utknąć w gorszym miejscu, tu przynajmniej ładnie i ciepło. Znajduję mieszkanie na Airbnb i chowam się przed zarazkami na czas nieokreślony.

©2019 by Przed siebie. Proudly created with Wix.com