• Dominika

O podróżowaniu z Helpx słów kilka

Mija właśnie mój trzeci miesiąc realizowania kolejnych projektów Helpx, zaczynam więc czuć się kompetentna, by napisać parę słów o tym stylu podróżowania.


Wynalazek sam w sobie jest genialny. Pomysł nocowania u ludzi w zamian za pracę jest stary jak świat, ale kiedyś w tym celu trzeba było chodzić od drzwi do drzwi i pytać, czy można gospodarzom narąbać drewna i przespać się u nich w stodole. Sama nie pamiętam tych czasów, ale Stachura tak robił i potem pisał o tym książki. Technologia wyeliminowała ryzyko, że ktoś zatrzaśnie nam drzwi przed nosem i powie: ,,won, włóczęgo!". Można skontaktować się z gospodarzami przed przyjazdem i zadać nurtujące nas pytania o rąbanie drewna i stodołę. Dzięki temu, w momencie pukania do drzwi wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Sted, staruszku, byłbyś zachwycony!


Gospodarze, którzy szukają pomocników na Helpx też raczej nie wypadają srokom spod ogonów i generalnie kumają, o co chodzi w tym całym podróżowaniu. Nie będą patrzeć na nas jak na kosmitów albo zadawać głupich pytań, po co to robimy, czego szukamy i dlaczego w czwartej dekadzie życia mamy tak niepoukładane w głowie. Widzieli przed nami już niejedno i niewiele ich dziwi. Otwartość umysłu potwierdzona!


I tak bogiem a prawdą, to raczej nie będziemy spać w stodole...


Przed wyjazdem męczyła mnie obawa, że może to jest forma podróżowania zarezerwowana dla studentów i nikt nie będzie chciał pomocniczki trochę bardziej posuniętej w latach. Że pewnie wszyscy będą podejrzewać, że uciekłam z więzienia, skoro tak błąkam się po świecie. Albo co najmniej z psychiatryka. Okazuje się, że to bujda na resorach. Widuje się w tej branży nawet emerytów. Dla większości gospodarzy doświadczenie i wiek to atuty i studenci wcale nie są najbardziej rozchwytywaną grupą. Wieść niesie, że sporo imprezują.


Ofert na Helpx – wcale nie przesadzam – są tysiące. Można jechać, gdzie dusza zapragnie. Do tego mało kto wyznacza limity czasowe – można zostać w jednym miejscu tak długo, jak się komu podoba, od tygodnia do kilku miesięcy. No i jest jeszcze dodatkowa korzyść w postaci autentycznego doświadczenia kulturowego – mieszkamy u tubylców, poznajemy ich zwyczaje, rytuały, gusta, sąsiadów, dzieci, psy i kury. Można się naprawdę przekonać, jak się żyje w danym miejscu, a nie tylko jak to jest być w tym miejscu turystą.


Jeśli więc ktoś ma czas na podróżowanie, a nie ma kasy, to chyba trudno o lepszą formę (na podobnych zasadach, co Helpx działają też Worldpackers i Workaway). Wymiana praca za utrzymanie jest naprawdę w porządku i jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby ktoś próbował wykorzystać mnie jako darmową siłę roboczą i nie zaoferować niczego w zamian.


A jednak...


Po trzech miesiącach zaczynam odczuwać lekkie znużenie. Praca zwykle nie jest ciężka i nie ma jej za dużo, ale jest... nudna. Mało kto potrzebuje darmowych pomocników do rozwijających i twórczych zajęć; raczej do pielenia, sprzątania i prasowania. Niby nic strasznego, ale szybko się nudzi. Aktualnie szukam pomysłu na Włochy i zauważyłam, że zrobiłam się dość wybredna. Od kilku dni przeglądam ogłoszenia i nic mi nie odpowiada, bo nie chce mi się znów przez kolejne tygodnie wykonywać tych samych czynności. Mam, jak się okazuje, spory problem z motywacją. Przez kilka pierwszych dni po przyjeździe mam jej dużo, bo jestem podekscytowana nowym miejscem, ale potem ekscytacja mija i zostaje nudna robota, za którą nikt mi nie zapłaci. Jedyne rozwiązanie, jakie przychodzi mi do głowy, to nie zostawać zbyt długo w jednym miejscu. Tydzień, maksymalnie dwa – i ruszać dalej, zanim robota zdąży obrzydnąć.


Druga sprawa jest taka, że osobiście chciałabym mieć z każdego doświadczenia coś więcej, niż tylko miejsce do spania i posiłki, jakąś dodatkową korzyść, możliwość rozwoju w którejś z interesujących mnie dziedzin. We Francji miał to być francuski. I tu trochę się przeliczyłam, bo jedyną osobą, z którą miałam szansę rozmawiać po francusku była Maryline – reszta gospodarzy na co dzień posługiwała się angielskim.


Ciągle obiecuję sobie, że w przyszłości będę staranniej wybierać miejsca i gospodarzy, upewniać się, że mam szansę mieć coś więcej z tej wymiany, nauczyć się czegoś, co mnie interesuje. Ale to nie zawsze jest proste, zwłaszcza kiedy szukam miejsca na ostatnią chwilę, bo ktoś coś odwołuje albo zmieniają mi się plany. I wtedy łapię się pierwszej okazji, jaka się nadarza. I w efekcie ląduję, na przykład, w królestwie bakterii...


Ponieważ jestem raczej niezamożna, podejrzewam, że przede mną jeszcze sporo helpx-owych doświadczeń. Chciałabym, oczywiście, żeby były jak najciekawsze, ale trudno powiedzieć, co z tego wyniknie.

Będę informować o dalszym przebiegu wydarzeń.

©2019 by Przed siebie. Proudly created with Wix.com