• Dominika

Ewakuacja z królestwa bakterii

Dawno nie czułam takiej ulgi wyjeżdżając z jakiegoś miejsca.

Nie zrozumcie mnie źle. Nathalie była bardzo miła, a zwierzęta kochane. Spędziłam u niej dwa naprawdę produktywne tygodnie, ucząc się języka, pisząc i czytając. Miałam dużo czasu i święty spokój i jestem jej naprawdę wdzięczna za gościnę i ciepłą strawę, ale... nigdy w życiu nie widziałam tak brudnego domu. Do tej pory wzdragam się na samo wspomnienie, choć od wyjazdu minęło już kilka dni i jestem kilkaset kilometrów dalej.


Poza tym, że wszystko w tym domu odpadało, przeciekało i pękało, meble i ściany zarośnięte były na oko stuletnią warstwą kurzu. A poza tym, że meble i ściany zarośnięte były na oko stuletnią warstwą kurzu, Nathalie prowadziła życie bardzo bliskie natury. Trochę za bliskie, jak na mój gust. Na kuchennym stole kroiła chleb, a następnie instalowała tam chore koty, by wprowadzić w nie czopki z lekarstwem. Koty manifestowały niezadowolenie rzucając odwłokami po ceracie, na której Nathalie chwilę później układała kanapki dla rodziny (po co komu talerze?). Obok kanapek obcinała sobie paznokcie. Martwe muchy wpadały do garnków. Żywe muchy wchodziły do słoików z herbatą. Półżywe muchy reanimowały zdrowie na talerzach z obiadem. Któregoś razu przy kolacji Nathalie zauważyła na podłodze jakiegoś oślizgłego robala i wstała, żeby go podnieść i wynieść do ogródka. Czule do niego przemawiając. Po czym usiadła z powrotem do jedzenia, nie umywszy rąk. Średniowiecze, przysięgam.


Obserwowałam to z rosnącym niedowierzaniem. Jej nastoletnie dzieci zachowywały się dokładnie tak samo – i muszę przyznać, że dla nich odczuwałam nawet coś w rodzaju niechętnego podziwu. Nie każdemu udałoby się w takich warunkach przetrwać niemowlęctwo, musieli mieć obydwoje bardzo silne organizmy.


Zasypiając zawsze zastanawiałam się, czy w nocy oblezą mnie robaki albo myszy. Na szczęście do tego nie doszło, ale przez cały czas czułam, że niebezpieczeństwo jest blisko.


Tak więc w sylwestrowy wieczór bez żalu opuściłam to królestwo bakterii, by powitać nowy rok... we Flixbusie. Sami przyznajcie, że to oryginalny sposób na spędzenie Sylwestra. O północy kierowca ogłosił przez głośnik, że nadszedł właśnie rok 2020 i że on z tej okazji życzy nam wszystkim dużo szczęścia i pieniędzy. Powitaliśmy te słowa pomrukami zadowolenia, po czym poszliśmy spać.


Wyjątek stanowiła moja sąsiadka, która nie poszła spać, bo przez całą noc robiła sobie makijaż i to wcale nie jest przenośnia: dziewczyna średnio co 10 minut wyjmowała szminkę i puder i malowała się przy blasku komórki. Przy okazji okrutnie świecąc mi w oczy. Moja teoria, że jedzie na randkę upadła, kiedy na dworcu autobusowym powitała ją... babcia. Wobec tego musiał to być jakiś rodzaj sylwestrowego rytuału.


I tak oto nad ranem, umęczona i lekko oślepiona fleszem sąsiadki, znów znalazłam się w Paryżu.



©2019 by Przed siebie. Proudly created with Wix.com