• Dominika

Alpy. Pierwsze wrażenia

Jest ślicznie i piździ.

Dotarłam tu wczesnym rankiem, po całonocnej podróży Flixbusem (tak, tak, znowu Flixbus – bardziej wiarygodny w dobie strajków niż pociągi, tyko strasznie niewygodny) z Paryża, wysiadłam na dworcu w Aime i zostałam oczarowana. Jest tak, jakby ktoś mnie przeniósł w sam środek moich własnych wyobrażeń o Alpach. Bardzo alpejsko. Gdzie nie spojrzeć, tam góry przykryte grubymi kołdrami śniegu. Malownicze wioski przycupnięte na zboczach. A ponad białymi szczytami – zimowe słońce i mroźne, błękitne niebo. Brakuje tylko fioletowej krowy z reklamy Milki.


Mimo oczarowania czuję się wyczerpana. Wyczerpał mnie Paryż, wyczerpał mnie Flixbus i wyczerpało mnie noszenie na plecach własnego plecaka. Wyczerpało mnie ostatnie 48 godzin. Było dużo deszczu i były momenty zwątpienia w siebie i w sens tego, co robię.


Na szczęście pierwszą informacją, którą podaje mi Alvaro (nowy gospodarz z Helpx) jest to, że mam przed sobą wolny weekend, bo oni z Samem potrzebują mnie dopiero w poniedziałek, kiedy wyjeżdżają goście i jest dużo sprzątania. Jedziemy w górę krętą drogą i słucham opowieści o tym, jak świetnym kucharzem jest Sam i jak im się tu dobrze razem żyje, w tych Alpach. Alvaro pochodzi z Hiszpanii, Sam – z Anglii. Pojawia mi się przed oczami obraz dobrodusznego, siwiejącego dżentelmena w meloniku.


Na miejscu Sam okazuje się kobietą. Witając się, próbuję ukryć zaskoczenie. Nie wiem, czy skutecznie.

A więc Alvaro z Hiszpanii i Sam, która nie jest siwiejącym dżentelmenem w meloniku, prowadzą razem B&B w maleńkiej osadzie Montvilliers, położonej dość wysoko w górach. Wystarczająco wysoko, żeby ludzie na dole wyglądali jak mróweczki, ale nie aż tak wysoko, żeby mieć duszności i zawroty głowy – kto dobry z geografii, niech sobie na podstawie tych danych wyliczy dokładną wysokość.


Dom jest olbrzymi. Trzy piętra, w tym dwa dla gości, pełno schodów, dwie kuchnie, siedem łazienek, kominek, ogród i dwa psy. Dostaję pokój z trzema łóżkami i własną łazienką. Alleluja! Zamykam się w nim i przesypiam prawie cały weekend.

Dopiero wyspawszy się i najadłszy, wyruszam obczaić okolicę. Montvilliers składa się z kilku domów i w sumie niczego poza tym. Sąsiednia wioska, Planchamp, też składa się z kilku domów i w sumie niczego poza tym. Do miasteczka 5 kilometrów z buta. Blisko do stoków narciarskich, ale to mnie akurat mało interesuje. Za to żywo interesują mnie szlaki trekkingowe. Występują obficie. Aktualnie nieco zaśnieżone, ale Alvaro twierdzi, że to nic nie szkodzi i wręcza mi kolce na buty. Na pierwszy spacer pożyczam sobie jeszcze kijki trekkingowe i jednego psa (drugi odmawia wyjścia z domu). Pies jest czarny, na szczęście, więc łatwo go będzie zlokalizować na śniegu. Wabi się adekwatnie do kolorytu: Neski.

Załączam dokumentację pierwszego spaceru po okolicy:







©2019 by Przed siebie. Proudly created with Wix.com